O jest szansa że już nie będziecie chodzić do szkoły. Jakaś londyńska oberdyrektor wymyśliła że od dziś jej placówka nie nazywa się szkołą. Typowo unijne rozwiązanie, zmiany na poziomie werbalnym mają zastąpić realne ruchy. Już nie ma pedała tylko gej i nie ma murzyna tylko afroamerykanin (a w afryce?). No i nie ma szkoły:
“Kiedy szkoła przestaje być szkołą?” - pyta Times i odpowiada - “kiedy staje się miejscem nauki”. Cała brytyjska prasa komentuje zarządzenie kierowniczki jednej ze szkół Lindy Kingdon, która zakazała używania w jej placówce wyrazu “szkoła” jako “budzącego negatywne skojarzenia u rodziców i uczniów”.
W ten sposób szkoła podstawowa Watercliffe Meadow w Sheffield stała “miejscem nauki”, które zdaniem pani nauczycielki jest określeniem oddającym właściwie stan rzeczywisty oraz zgodnym z duchem czasu. Times uważa jednak, że jest to “śmiechu warta polityczna poprawność”.
Dziennik “The Sun” ocenia, że językowe wygibasy doprowadzą tylko do tego, że dzieci oduczą się porozumiewać normalnym angielskim, a nauczą biurokratycznej nowomowy.
Natomiast “Daily Mail” cytuje rodziców, których zdaniem “i tak wiadomo co to jest, szkoła jest i będzie szkołą, a więc po co te zmiany?”.
Źródło: IAR




Ta dyrektorka szkoly to jakis nieuk straszliwy. "Romea i Julii" nie czytała. Albo ma sklerozę i zapomniala już co Julia mowi do Romea:
"I coz jest nazwa?
to co zowię rożą, pod iną nazwą rowne by pachnialo."
Pozdrawiam noworocznie.